Polska zaostrzyła politykę migracyjną i podniosła koszty legalizacji pracy cudzoziemców czterokrotnie. W tym samym czasie stopa bezrobocia rejestrowanego rośnie od kilku miesięcy. Dwa zjawiska, które w intuicyjnym modelu powinny się znosić, występują równolegle. To nie jest anomalia statystyczna. To dowód, że firmy operowały na błędnym założeniu dotyczącym tego, czym jest dostępność pracowników.
Błędne założenie rynku
Powszechne przekonanie brzmi: ograniczenie dostępu cudzoziemców do polskiego rynku pracy zwolni miejsca dla lokalnych bezrobotnych, a stopa bezrobocia zacznie spadać.
Ustawa z 20 marca 2025 r. o warunkach dopuszczalności powierzania pracy cudzoziemcom zniosła test rynku pracy, wprowadziła pełną elektronizację procedur i otworzyła furtkę do odmów zezwoleń na podstawie list zawodów wskazanych przez starostów. Od grudnia 2025 r. doszła do tego czterokrotna podwyżka opłat za oświadczenia i zezwolenia na pracę.
Za tymi decyzjami stało proste założenie: mniej cudzoziemców, więcej miejsc dla Polaków, niższe bezrobocie. Dane tego nie potwierdzają. Stopa bezrobocia rejestrowanego wzrosła w 2025 roku z poziomu około 5,0 procent w maju do 5,6–5,7 procent pod koniec roku. Rośnie ona równolegle z zacieśnieniem dostępu do zagranicznej siły roboczej, nie w opozycji do niego.
Mechanizm operacyjny
Rozbieżność wynika z tego, że bezrobocie rejestrowane i dostępna obsada dla przemysłu to dwie różne kategorie, mylone ze sobą jako jedno zjawisko.
Pierwsza rozbieżność jest geograficzna. Bezrobocie w Warszawie utrzymuje się na poziomie 1,5 procent, w powiecie szydłowieckim przekracza 21,9 procent (GUS czerwiec 2025). Zakłady produkcyjne poszukujące obsady rzadko znajdują się tam, gdzie koncentruje się rejestrowane bezrobocie.
Druga rozbieżność jest kompetencyjna i czasowa. Blisko 47 procent zarejestrowanych bezrobotnych to osoby pozostające bez pracy długotrwale, czyli osoby, których kompetencje od dawna nie są używane w praktyce (GUS styczeń 2026). Cudzoziemiec zatrudniany na podstawie oświadczenia obsadzał stanowisko w ciągu tygodni. Lokalny bezrobotny wymaga rekrutacji, weryfikacji, często przekwalifikowania. Model szybkiej obsady, na którym opierały się dotąd firmy, nie zakładał tego kosztu czasowego.
Konsekwencje dla operacji
Skutek jest dwuwarstwowy. Po stronie kosztowej, od 1 grudnia 2025 r. obowiązują nowe stawki opłat za legalizację zatrudnienia cudzoziemców:
- Oświadczenie o powierzeniu pracy: wzrost do 400 zł (wcześniej 100 zł)
- Praca sezonowa: wzrost do 100 zł (wcześniej 30 zł)
- Zezwolenie na pracę do 3 miesięcy: wzrost do 200 zł
- Zezwolenie na pracę powyżej 3 miesięcy: wzrost do 400 zł
- Delegowanie cudzoziemca: wzrost do 800 zł
To przesuwa legalizację z pozycji marginalnej w istotny element kosztu jednostkowego obsady.
Po stronie proceduralnej, pełna elektronizacja oznacza nowy proces z nowym ryzykiem błędu formalnego. Wniosek złożony w niewłaściwej formie pozostaje bez rozpoznania. Firmy, które traktowały dotąd legalizację jako formalność administracyjną obsługiwaną przy okazji, tracą bufor czasowy, jaki dawała stara procedura.
Jednocześnie rosnące rejestry bezrobotnych nie stanowią zaplecza gotowego do wdrożenia siły roboczej. Model, który zakładał, że spadek dostępności jednego źródła automatycznie uzupełni się drugim, okazuje się fałszywy w obu kierunkach jednocześnie.
Przesunięcie perspektywy
Rosnące bezrobocie przy malejącym dostępie do cudzoziemców to nie jest kryzys migracyjny ani kryzys bezrobocia. To dowód na to, że liczba zarejestrowanych bezrobotnych nigdy nie była wskaźnikiem dostępności obsady dla przemysłu, tylko liczbą, którą decydenci przyzwyczaili się czytać w ten sposób. Rosnąca skala realnych zwolnień grupowych pokazuje coś innego niż sam rejestr bezrobotnych: firmy ograniczają zatrudnienie niezależnie od tego, ile osób figuruje w statystykach urzędów pracy.
Dopóki model operacyjny opiera się na założeniu, że któraś pula: cudzoziemcy albo lokalny rynek, pozostanie tania i dostępna na stałe, każda zmiana regulacyjna w jednym z tych obszarów będzie odbierana jako zaskoczenie. Paradoks znika, gdy przestaje się traktować te dwie kategorie jako zamienne.
Rosnące bezrobocie przy malejącej dostępności cudzoziemców nie jest sprzecznością w danych. Jest konsekwencją modelu, który mylił liczbę zarejestrowanych bezrobotnych z liczbą osób gotowych i zdolnych objąć konkretne stanowisko w konkretnym miejscu i czasie. To nie rynek pracy zawiódł. Zawiódł sposób, w jaki odczytywano jedną liczbę.



