PAJMON Centrum Pracy Tymczasowej

Bajka Petro i ciemnogranatowy lanos – cz. 1, cz. 2 i cz. 3

Dmytro, Ivan i ja zawsze graliśmy w piłkę. Nigdy nie przypuszczałem jednak, że jedno wydarzenie na ukraińskim osiedlu sprawi, że będę w życiu tym, kim dzisiaj jestem i że przyjadę do Polski. Przeczytaj naszą wyjątkową BAJKĘ.
Bajka

2006 r.

– Hej chłopaki! Bawimy się dzisiaj na trzepaku, kopiemy piłkę, czy gramy na komputerze? – krzyknąłem do Dmytra i Ivana, którzy trzymali futbolówkę w ręku. – Rozgrywamy mecz Hiszpania – Ukraina. Ty jesteś Andrij Szewczenko, Ty jesteś Maksym Kaliniczenko, a ja będę stał na bramce. Wy strzelacie mi gole. Potem gramy w kapsle, w popularną grę w Polsce z czasów dzieciństwa mojego wujka, i ścigamy się, jak na prawdziwym torze wyścigowym – zaproponowałem kolegom kolejność zabaw. – Ok, grajmy! – chórem odpowiedzieli koledzy. Cała nasza trójka pobiegła na kawałek zieleńca, który znajdował się blisko naszego wieżowca. Mama czasem wyglądała przez okno, by zobaczyć, co robimy. Gotowała właśnie obiad. Dobrze, że był weekend, bo zabawom mogliśmy oddawać się bez końca.

Nagle na parking przed blok zajechał tato Vlada ciemnogranatowym daewoo lanosem. – Patrzcie, ale fura! Ja też chciałbym taką mieć w przyszłości. To moje marzenie – odpowiedziałem kolegom z lekkim grymasem na twarzy i pstryknąłem palcem na poboczu ulicy w kapsel z flagą państwa Oman, moim ulubionym, najszybszym, który nigdy mnie nie zawodził. Tym razem również nie zboczył z toru narysowanego białą kredą. – E tam, taki samochód sporo kosztuje! – odpowiedział Dmytro, poprawiając koszulkę, na której widniał napis: Andrij Szewczenko, wyhaftowany na plecach przez jego mamę.

Tymczasem ja podziwiałem samochód, którego ciemnogranatowa karoseria pięknie świeciła w słońcu, a jego lampy przednie wyglądały niczym duże, przenikliwe oczy jakiegoś potwora. Fakt, nowiusieńki samochód taty Vlada budził mój zachwyt, ale i małe przerażenie. Miałem nawet wrażenie, że to auto do mnie mruga przednim lewym światłem, ale to miało być tylko wrażenie, tak przynajmniej tylko na początku mi się wydawało.

Dmytro i Ivan musieli pójść do domu na obiad, a mnie na szczęście mama jeszcze nie wołała, więc skorzystałem z okazji, i gdy tylko tata Vlada zaparkował swój nowy nabytek przed blokiem, podbiegłem szybko zobaczyć to cudeńko z bliska. – Ale jesteś piękny – powiedziałem na głos i sam się przeraziłem, że mówię sam do siebie. – Taaak wiem – usłyszałem jakiś głos i nagle na własne oczy zobaczyłem, jak lanos wycofał na dwa centymetry i z powrotem podjechał na swoje miejsce. – Kto to mówi? Kim jesteś – zapytałem, rozglądając się dookoła, ale nikogo nie zobaczyłem w pobliżu. – To ja, Mr Lanos, przynoszę ludziom szczęście – powiedział samochód i mrugnął przednim lewym światłem. Wytrzeszczyłem oczy ze zdumienia, gdy w tym czasie usłyszałem wołanie mamy.

– Petro! Petro! Obiad! – zawołała mama z okna na pierwszym piętrze. Jakoś niespiesznie było mi do domu, bo przed chwilą działy się rzeczy niesłychane, ale byłem już bardzo głodny, więc pobiegłem na obiad, cały czas rozmyślając o samochodzie taty Vlada.

Część II

Tego dnia mama ugotowała moją ulubioną soliankę, która jak zwykle smakowała wybornie. Po obiedzie mama przyniosła na stół herbatę z konfiturami dla mnie, a kawę dla siebie oraz zefirki, owocowe pianki, moje ulubione. – Mamo, czy mogę zamoczyć zefirka w kawie? – zapytałem nieśmiało i zmrużyłem oczy, czekając aż mama wyrazi zgodę. – Dobrze, ale tylko troszeczkę – odpowiedziała mama łagodnym głosem, który zawsze mnie uspokajał. Szybko spałaszowałem pyszną piankę i zacząłem przeglądać jakiś nowy album, który otrzymałem od kuzyna z Polski. Nagle zobaczyłem na jednej ze stron artykuł o… Smoku Wawelskim, okazałej rzeźbie wysokiej na sześć metrów osadzonej na dużym głazie, która znajduje się w polskim mieście Kraków. Pisało tam też, że Kraków był dawniej stolicą Polski.

– Mamo, co to za rzeźba ten Smok Wawelski? – zapytałem pospiesznie, bo zawsze lubiłem dowiadywać się czegoś nowego i ciekawego, a tego jeszcze nie wiedziałem. – Skarbie, moja kuzynka pochodząca z Polski opowiadała mi dawno temu, kiedy byłam na wakacjach w Polsce, że rzeźba Smoka Wawelskiego wiąże się z pewną ciekawą legendą – rozpoczęła opowieść mama i przybliżyła historię dawnego Krakowa, w którym smok siał postrach. Zwierzę zjadało bydło od okolicznych mieszkańców, a ludzie się go bali. Znalazł się jednak pewien odważny człowiek – Szewczyk Dratewka, który podłożył smokowi do jedzenia skóry bydlęce wypełnione siarką. To jak się okazało był ostatni posiłek potwora. Kraków wyswobodził się z lęku i strachu.

– To ciekawa legenda. Mamo, chciałbym kiedyś pojechać do Krakowa – odpowiedziałem z nadzieją w głosie i pobiegłem do kuchni, by włożyć kubek do zlewu. – Mamo! Mamo! Czy uszyłaś mi już spodnie ze starych spodni taty? – zapytałem na dokładkę jeszcze z kuchni, kończąc myć kubek. Przyszedłem do salonu, gdzie mama właśnie próbowała wyciągnąć coś z szafy. – Tadam. Oto twoje spodnie! – triumfalnym głosem zakomunikowała mama, pokazując mi nowiutkie spodnie z łatami na kolanach w kształcie samochodów. Wziąłem je i dokładnie zacząłem oglądać z każdej strony. Były naprawdę piękne. O takich marzyłem. Gdy je założyłem, od razu stwierdziłem, że idealnie pasują do mnie. Mama spisała się! – Mamo, jesteś fantastyczna! Kocham Cię! Spodnie są cudowne. Jesteś doskonałą krawcową – wymamrotałem jednym tchem i dałem soczystego całusa mamie w policzek.

Mama rzeczywiście była znakomitą krawcową. Pracowała ciężko w fabryce, a po godzinach pracy – w tym głównie wieczorami, gdy poszliśmy spać – siadała przed maszyną do szycia. Szyła nam, a właściwie to przerabiała stare ubrania swoje i taty na różne spodnie, koszule, a nawet stroje na bale przebierańców. Z kolei na maszynie dziewiarskiej robiła piękne swetry. Pieniędzy nigdy nie mieliśmy za wiele, oszczędzaliśmy, a moja mama tak pięknie szyła, że byłem z niej niezwykle dumny. Nigdy nie interesowały mnie spodnie lub buty z logo znanych marek. Mama tworzyła ubrania skrojone na miarę każdego z nas. Tak mówiła ciocia z Polski. Mówiła także, że dobrze jest robić w życiu coś, co jest skrojone na miarę naszych możliwości, oczekiwań i musimy do tego dążyć.

Ten dzień był pełny wrażeń. Długo nie mogłem więc zasnąć, bo cały czas myślałem o ciemnogranatowym lanosie. – Czy ten samochód ma rzeczywiście magiczną moc? – z tą myślą zasnąłem.

2021 r.

Nagle zadzwonił budzik. Zegarek pokazywał godzinę 5.45. Powoli zwlokłem się z łóżka, ale jednak z uśmiechem na twarzy. – To był tylko sen, ale jakże ciekawy – pomyślałem lekko ziewając i poszedłem do kuchni włączyć czajnik, by zagotować wodę na kawę. Wsypałem do kubka dwie łyżeczki kawy i czekałem aż woda zacznie wrzeć. – To niesamowite! Śniło mi się, że rozmawiałem z ciemnogranatowym daewoo lanosem, tym samym od taty mojego kolegi Vlada z lat dziecięcych. Wydawało mi się wtedy, że ten samochód ma ludzkie cechy. We śnie lanos też był magiczny: rozmawiał ze mną i zawiózł mnie nawet do Smoka Wawelskiego, hehe – oczyma wyobraźni widziałem swoją rozpromienioną twarz. Czajnik wyłączył się automatycznie, a ja wlałem wodę do kubka. Od razu poczułem ten niesamowity aromat, a zapach kawy od razu postawił mnie na nogi. Zapach skusił też moją żonę, która przyszła do kuchni i zrobiła łyk kawy.

Część III

– Kochana – zwróciłem się do żony. – Śnił mi się ciemnogranatowy daewoo lanos, samochód od taty Vlada. Mówiłem Ci, że był kiedyś taki samochód na osiedlu, który zrobił na mnie piorunujące wrażenie, tak wielkie, że postanowiłem pójść do szkoły samochodowej. Chyba dzięki tacie Vlada i jego lanosowi naprawiam dzisiaj samochody. To ciekawe, jak u kilkunastoletniego chłopaka przejażdżki lanosem mogły budzić i zachwyt, i jednocześnie wyzwalać pokłady adrenaliny. To była piękna fura, którą udało mi się nawet kilka razy jechać na wycieczkę z Vladem i jego tatą. Mówiłem Ci, że wydawało mi się nawet kiedyś, że ten samochód do mnie przemówił i zamrugał, ale chyba byłem zmęczony zabawą z chłopakami na podwórku i wszystko mi się tylko wydawało. Niesamowite, ten sen był taki realny – zacząłem swój monolog i dałem żonie całusa w policzek. – Wiesz, ten samochód taty Vlada podobał się dawno temu chyba wszystkim dzieciakom na osiedlu. A, i wiesz co, przypomniało mi się, że tego dnia, gdy po raz pierwszy tata Vlada przyjechał autem na osiedle, moja mama opowiadała mi legendę o Smoku Wawelskim. Jaki to ciekawy zbieg okoliczności. Śnił mi się też Smok Wawelski. To niesamowite, że dzisiaj, kiedy tylko chcemy, możemy pojechać zobaczyć Smoka Wawelskiego, bo akurat mieszkamy w Krakowie. Idąc za ciosem, pewnie dzisiaj zobaczę jakieś ciemnogranatowe auto w warsztacie do naprawy – zaśmiałem się w duchu, gdy nagle spojrzałem na zegarek. Była godzina 6.15. Zrobiłem jeszcze kilka łyków kawy. Połowa została w kubku.

Żona w tym czasie jadła śniadanie w salonie. – Pamiętaj, że dzisiaj jedziemy wybierać auto i być może kupimy sobie jakiegoś ciemnogranatowego lanosa podobnego do tego, który mi się dzisiaj przyśnił – odpowiedziałem do żony nadal wyraźnie rozbawiony, wciąż rozmyślając o swoim śnie. – Dlaczego po tylu latach przyśnił mi się ten samochód? Daewoo lanos, daewoo lanos – słyszałem swoje myśli jak mantrę.

Dzień rzeczywiście zaczął się bardzo dobrze. Naprawy samochodów w warsztacie szły gładko, gdy nagle stało się to, co stać się nie miało prawa. Przyjechał klient w… ciemnogranatowym daewoo lanosie. To było prawdziwe zrządzenie losu. Samochód wyglądał, jak ten od taty Vlada z czasów dzieciństwa. Dzień rzeczywiście zapowiadał się niezwykle ciekawie, a mój sen okazał się proroczy.

Właściciel pojazdu skarżył się na szwankujące zawieszenie. Okazało się, że pękały sprężyny tylnego zawieszenia, a kłopoty sprawiały też jeszcze sworznie wahaczy. Naprawa szła jednak w miarę szybko. Gdy koledzy z warsztatu poszli na obiad, zostałem sam przy lanosie i zacząłem mu się bacznie przyglądać. – Piękny jesteś mimo że masz już parę ładnych lat – powiedziałem na głos i aż się przeraziłem, że mówię sam do siebie. Na szczęście nikt mnie nie słyszał, no może prawie nikt. Stało się bowiem to, co 15 lat temu. Samochód zamrugał do mnie lewą przednią lampą. Zacząłem więc przecierać oczy ze zdumienia, ale to nie pomagało. Lanos mrugał i mrugał. – Działam, w końcu jestem sprawny. Mój kolega, Mr Lanos wiedział, że będą z ciebie ludzie, że zostaniesz kiedyś specjalistą w swoim fachu. Dzisiaj jesteś znakomitym mechanikiem i elektromechanikiem w jednym. Mr Lanos przyniósł tobie szczęście. Zobaczysz, kiedyś będziesz mieć własny warsztat samochodowy – samochód mówił jak najęty, a ja nie mogłem wydusić z ust ani jednego słowa, gdy nagle ucichł, bo moi koledzy wrócili z pory obiadowej.

– Słyszeliście to? – zapytałem swoich współpracowników. – Co takiego? – odpowiedzieli wyraźnie zdziwieni. Wszyscy wrócili do swoich obowiązków, a ja nie mogłem przestać myśleć o tym, że już drugi ciemnogranatowy daewoo lanos do mnie przemówił, i to po tylu latach. – Może to również wszystko tylko mi się wydawało? – zastanawiałem się przez kolejne dni. Gdy klient odbierał swój samochód, lanos ani nie zamrugał na pożegnanie. Zacząłem się nawet zastanawiać, jak potoczyłoby się moje życie, gdyby nie lanos taty Vlada, czy dzisiaj naprawiałbym samochody, czy przyjechałbym do pracy do Krakowa? Wątpliwości było wiele, ale w Polsce odnalazłem swój drugi dom, i wiecie co, postanowiłem kupić sobie jakiegoś „staruszka” – ciemnogranatowego daewoo lanosa, bo mam nadzieję, że ten trzeci samochód również i do mnie kiedyś przemówi.

Tymczasem myślę, że nie ma przypadków i jakieś zdarzenia z przeszłości rzutują na naszej teraźniejszości, że różne przypadki i wydarzenia sprawiają, że los rzuca nas do miejsc, gdzie mamy jakąś specjalną rolę do odegrania, czy misję do spełnienia. Moim zawodem, a także pasją jest naprawa samochodów. Wielu moich kolegów również przyjeżdża do Polski za pracą, i wiecie co, czują się tu spełnieni. Godnie żyją i zarabiają. Polski rynek może otworzyć się dla każdego.

#BajkiPajmona